Pracownicy poszukiwani! Ogłoszenia z przedwojennej prasy

Wakacje to dla jednych czas urlopu i odpoczynku dla innych pracy lub jej wytężonych poszukiwań. W gazetach i Internecie roi się od ogłoszeń o wolnych posadach dla specjalistów z różnych dziedzin. Rozwój technologii i postęp cywilizacyjny zrodziły nowe profesje wypierając jednocześnie te, na które maleje zapotrzebowanie. I tak obok praktykowanych od wieków zawodów jak nauczyciel czy sprzedawca pojawia się coach, copywirter czy merchandiser, a rzadkością stają się na przykład zakłady szewskie czy kowalskie. Wiele form zarobku zmieniło swoje nazwy lub inny stał się zakres ich działań. Do takiej refleksji skłoniły mnie przedwojenne ogłoszenia o zatrudnieniu  oraz informacje od osób poszukujących posady, np. w charakterze…zecera czy nakładaczki.

 

W przedwojennym Gdańsku chętnych do pracy było zwykle więcej niż ofert. Tak walkę z bezrobociem podejmowała Gazeta Gdańska w 1939r.

Poniżej znajdziecie mały przegląd ogłoszeń o pracę zamieszczanych w Gazecie Gdańskiej przed wojną. Wybrałam te, które wydały mi się najbardziej intrygujące lub dzisiaj już niespotykane. A przy okazji pozwalają one zaobserwować zmiany, jakie zaszły w języku polskim.

Oto przykład ogłoszenia dla piecarzy.

Ogłoszenie o pracy dla piecarzy w: Gazeta Gdańska, Gazeta Morska, 1929.10.20 nr 217 http://pbc.gda.pl/dlibra/docmetadata?id=13059&from=publication

Gazeta Gdańska, Gazeta Morska, 1929.10.20 nr 217 http://pbc.gda.pl/dlibra/docmetadata?id=13059&from=publication

Czym dokładnie zajmowała się osoba na takim stanowisku? Próżno dziś szukać wyrazu piecarz we współczesnych słownikach języka polskiego. Czyżby to odpowiednik dzisiejszego piekarza? A może po prostu tak określano osobę pracującą przy piecach? Możemy się tylko domyślać…

Dużą popularnością cieszył się zawód stenotypistki. Zaczął powoli zanikać dopiero wraz z wypieraniem maszyn do pisania przez komputery. Dzisiaj czasem tym pojęciem określa się jeszcze protokolantki sądowe.

 

A to przykład na to jak zamiast rozsyłania CV można było się rzetelnie zaprezentować na łamach gazety. Ogłoszenie dzielnej stenotypistki-medalistki z 1923r.

Do prac biurowych zatrudniano także książkowe. Choć ten wyraz w odniesieniu do nazwy zawodu może brzmieć nieco obco, oznaczał nić innego jak księgową. Czyż to nie zdecydowanie bardziej sympatyczne określenie?

Dzisiaj hafciarstwo to zajęcie jedynie hobbistyczne, popularne raczej wśród starszego pokolenia. Okazuje się, że przed wojną, można było na tym dobrze zarobić!

W czasie bezrobocia należało uciekać się do osobistych walorów i zdolności i szukać zarobku na własną rękę. Tak zrobiła mieszkająca przy ulicy Wassowskiego w Gdańsku Klara Frank, która leczyła dolegliwości za pomocą magnetoterapii. I choć ta metoda jest i dzisiaj stosowana to kobiety ją wykorzystujące nazwalibyśmy raczej magnetoterapeukami niż megnotopatyczkami!

Oferta magnetopatyczki zamieszczona w: Gazeta Gdańska, Gazeta Morska, 1929.05.19 nr 88 http://pbc.gda.pl/dlibra/docmetadata?id=12738&from=publication

Gazeta Gdańska, Gazeta Morska, 1929.05.19 nr 88 http://pbc.gda.pl/dlibra/docmetadata?id=12738&from=publication

//